Tymek Urbanowicz & Waldemar Malicki w Filharmonii Bałtyckiej art.Dziennik Bałtycki 2010r.
Mess Age - "Rejected Burden"
Wytwórnia: Metal Mind Records
Dystrybucja: Metal Mind Productions
Nr kat.: MMP CD 0361
Kod: 5907785026797
Format: CD
Gatunek: thrash/death/heavy metal
Premiera: 24/10/2005
Album
Trzeci album Mess Age - gdańskiej formacji thrash/death metalowej to niezwykle ciężka, drapieżna produkcja na światowym poziomie. Skutecznie wgniata w ziemię już po pierwszym przesłuchaniu. Zaskakujące rozwiązania, oryginalne i niewątpliwie nowoczesne podejście do gatunku. Wpadające w ucho i prawdziwie uzależniające riffy i charyzmatyczny wokalista. Mess Age wkracza do ścisłej czołówki deathowego grania!
Mess Age - "Rejected Burden"
(CD '05 / Metal Mind Records)
Ten sam a jednak inny - Mess Age to taki zespół, który zupełnie inaczej brzmi z płyty, a inaczej wypada w koncertowym żywiole.
Takie wrażenie odniosłem, gdy zestawiłem poprzedni album pomorzan "Crushed Inside" z gigiem w jakim z oczywistą przyjemnością uczestniczyłem.
Tym razem jest podobnie, dalej mam w głowie obrazy z tego szalonego performance Gdańszczan, a jednak "Rejected Burden" przedstawia troszkę inny obraz kapeli. A wiecie dlaczego tak jest? Bo Mess Age gra po swojemu i za cholerę nie chcą się całkowicie zniewolić szwedzkiej, ani jakiejkolwiek innej stylistyce będącej obecnie na topie.
Spokojnie, nie chodzi w tym wypadku o aranżacyjny archaizm, ale o takie dość niepopularne ujęcie death/thrash metalowych dźwięków, które mnie prostego chłopaka z Polski południowej przyprawia o zawroty głowy. Oni nieprzerwanie balansują na granicy skandynawskiego polotu ("Electrocuted Beings"), death metalowego ciężaru ("Hatred"), pod uwagę biorą też dość często różnego typu techniczne eksperymenta (psychodelia w "Transfixed", pokręcony "Generation of Unfleshed", nietypowy "Everyday Paranoia") czyli wynika z tego jasno, że mają swój własny styl, daleki od popularnych i łatwej przyswajalnych standardów budowania kompozycji.Przyzwyczaiłem się do tego, że jak death i thrash, to pełen sponton, luz, czad i zawsze do przodu, a tu wskakuje taki Mess Age, miesza, plącze i nie da się ponieść tym dźwiękom, no nie da!
Wydaje się wręcz przeciwnie, że to oni nad wszystkim mają kontrolę, są niczym poskramiacze instrumentów, działają tak z jawną premedytacją. W ich przypadku kawałek noszący tytuł "Downfall" wcale nie musi być jednoznaczny z rozhulanym rollercoaster'em napędzanym dwiema gitarami i ultraszybką perkusją. Początkowo ciężko się brnie przez ten album, ale i na strudzonych czeka nagroda. Warianty są dwa.
Na początku zatrzymałem się na dłużej dopiero przy okazji ciekawej miniaturki - "Leash". To niespełna dwie i pół minuty, a ileż w tym życia, pasji, prostych i jednocześnie głębokich słów. No i ten genialny fortepian...A.Urbanovicz ! Nostalgia, gniew, smutek, wściekłość - jedynym słusznym wynikiem operacji na takich danych jest termin: progresja.
Tuż po nim następuje najbardziej porywający numer na płycie "Illusion?". Totalnie niż zazwyczaj death metalowy, niespodziewanie szybki, wokalnie rozkładający na łopatki (wokalista Raff testuje tu swoje chyba wszystkie barwy, jest więc melodeklamacja, growl, charkot, wrzask...), jest naprawdę ok. Całkiem brutalnie jest także w kończącym album "The Alchemist".
No i wydało się, żem ciołek niesamowicie ograniczony, skoro sama rzeź do mnie przemawia, ale nic na to nie poradzę, że mnie te właśnie fragmenty (w których dominuje pierwszorzędna dzicz i szaleństwo) przekonały najsilniej.
Dopiero kilku katorżniczych sesjach z rozpędzonym wewnątrz odtwarzacza "Recejcted Burden" dotarł do mnie swoisty geniusz tego zespołu. Już poprzedni długograj dawał sporo do myślenia aczkolwiek nie byłem wówczas skory do pochlebstw, teraz jednak muszę naprawić błąd i docenić ten pożywny kąsek, który zawiera pokłady energetycznej, choć z drugiej strony dość zawiłej muzyki próbującej coś więcej zdziałać w obrębie death i thrash metalu.
autor : kaReL 2005 link : www.nbc.art.pl/recenzje.php?id=1186
... in aussergewöhnlichem Leben
Ray Charles führte in der Tat ein aussergewöhnliches Leben, und das Publikum konnte im Ablauf dieser Musical-Show die wichtigsten Stationen miterleben. Er war ein Musikgenie, das zu einer Legende geworden ist, die auch heute noch von grosser Ausstrahlung ist.
Der ausgezeichnet und mitreissend spielenden Live-Band und diesem begeisternd spielenden und singenden Ensemble mit dem begabten Ron Williams an der Spitze als Ray gelang eine Musical-Show zu realisieren, die einen in unvergesslicher Erinnerung bleiben wird.
Madeleine Schüpfer
© Oltner Tagblatt / Mittelland Zeitung / Montag 03. Dezember 2007
Ein Traum wird wahr!
Die ABBA-Hits verzaubern mit grosem pop-sinfonischem Gewand.Die wundervollen Songs von Bjorn Ulvaeus und Benny Andersson laden geradezu ein, die Verbindung mit einem klassischen Orchester einzugehen. Kaum irgendjemandem sonst ist es gelungen, solch phšnomenale, ins Ohr gehende Melodie-B?gen mit einem so vollen, homogenen Sound zu verschmelzen wie den beiden Schweden.
Diese einzigartige Gold- ABBA Show mit all den Welterfolgen wie

MAMMA MIA - DANCING QUEEN - WATERLOO - SOS - FERNANDO - THE WINNER TAKES IT ALL - CHIQUITITA - TAKE A CHANCE ON ME - EAGLE - THE NAME OF THE GAME
entfuhrt das Publikum zuruck in die Zeit der Plateau-Schuhe, der Glitzer-Outfits, der gronen Gefuhle und der mitrei?enden Songs zum Traumen, Mitsingen und Mittanzen.
Quelle: Veranstalter
Der Jubel war unbeschreiblich...
...als am Freitag der letzte Ton im Theater verklungen war: Die Besucher feierten Ray Charles alias Ron Williams und sein phantastisches Ensemble.
Eine perfekte Show war's, eine Hommage an den im Alter von 74 Jahren 2004 gestorbenen genialen Musiker, der stets ein Leben auf der ‹berholspur gefŁhrt hatte. Inszeniert hatte das prechtige Spektakel Birgit Simmler, fur die Choreographie verantwortlich zeichnete Robert Coverton, der zugleich in der Rolle des Managers brillierte.
Und erst Ron Williams: Authentisch gab er den Erfinder der Soul-Musik, der mit gro?en Gefuhlen und rauchiger Stimme sein Publikum verzauberte. Schlag auf Schlag kamen die Balladen und Gospels, traurige und fruhliche Rhythmen ("Georgia On My Mind", "I Can't Stop Loving You", "Bye Bye Love", "Let The Good Times Roll") - begleitet von der fabelhaften Band unter Leitung von Marty Jabara und den nicht minder fabelhaften Background-Sangerinnen Linda Fields, Gina Dunn, Peggy Sandaal und Nancy Efanga. Eine Leinwand im Hintergrund zeigte Originalbilder aus der beispiellosen Karriere Ray Charles', die Rahmenhandlung erzšhlte in kurzen Szenen die Geschichte seines exzessiven Lebens, das auch gepršgt war von schweren personlichen Problemen wie Alkohol- und Heroinsucht. Klar, dass Ron Williams und seine Musikerschar erst nach mehreren Zugaben von der Buhne entlassen wurden. km
Wolfsburger Allgemeine Zeitung, 30.12.2007
|